jak napisać pozew rozwud 

Patrzysz na posty wyszukane dla hasła: jak napisać pozew rozwud





Temat: Dziewczyny - siedze sobie z super facetem w domu i
18lipiec napisała:

> Ale wybacz - blaganie męża o powrót???????????????????

E, bez przesady, jakie błaganie Raczej danie do zrozumienia, że jest się
otwartym na propozycje. Z tego co napisała Bachak, jej maż tego oczekiwał. To
chodzi o takie subtelnosci i umiejętne rozegranie "bitwy" Wydaje mi się, że
odejsciem mąż chciał dać coś do zrozumienia Bachak.

> powoływanie się na jakieś nauki kk?????????

Moje powoływanie się na nauki KK dotyczyło tylko tego, że zgodnie z tą
filozofią, gdyby Bachak zdradziła jeszcze meża, byłaby cudzołożnicą. Zresztą
nie tylko według KK, ale także według sądu. Jak to potraktuje Bachak, to już
jej prywatna sprawa.

> Nie,no rozwaliłaś mnie. Jeśli mąż odszedł, nie wykazał żadnych chęci naprawy -
> to won,droga wolna.W życiu bym nie błagała.Karzesz sie poniżać bachak?

Jak pisałam, nie chodziło mi o poniżanie. Raczej wziecie na wstrzymanie z
decyzjami, randkami itd. Chociaż danie szansy opadnięciu emocjom. Kto wie, może
okazałoby się, że mąż wróciłby po 2 miesiacach, albo wręcz przecianie -
wskoczył do łóżka jakiejś babie. Zawsze warto troche poczekać z ważnymi
decyzjami, aby nabrać przekonania co do ich słuszności.

> Po drugie - czekać na powrót? Chyba żartujesz? To może tak takie rozstania
raz na np. 2 lata. MATKA siedzi z dzieckiem i czeka aż mąż się nabawi, nabzyka
i wróci do niej.

Pisałam o moim przypadku. Obyś nie była prorokiem

> Kobieto Ty chyba oszalałaś.

Tia. W dobie szalejącego konsumpcjonizmu, tendencji do czerapnia z życia
garściami DLA SIEBIE, życiowego egozimu, szybkich związków, rozbuchanego do
granic absurdu feminizmu, jestem wynaturzeniem i reliktem przeszłosci

> Nadal uważam że bachak powinna sie wstrzymać,ale z zupelnie innych powodów.

Ja teraz zweryfikowałam moje zdanie po poście bachak. Może i dobrze się stało,
ze złożyła tak szybko pozew o rozwód. Dała do zrozumienia mężowi, że "nie z nią
takie numery" i moze coś do niego dotrze. Teraz można zacząć rozmawiać i
spróbowac dojść do ładu na sprawie pojednawczej. Myślę, ze to jak najbardziej
możliwe.
Jednak... Może i mąż Bachak ruszy mózogwnicą, ale najpewniej oczy przysłoni mu
czerwona mgła furii

Tak to jest, gdy decyzje podejmuje się pod wpływem nagłych emocji.

No cóż, nic się takiego w sumie nie stanie, ot, kolejna rozbita rodzina i mniej
lub bardziej skrzywione psychicznie dziecko, któremu całe życie trzeba będzie
tłumaczyć, że "tatuś cię tak rzadko odwiedza, bo nie ma czasu, ale na pewno cię
kocha".

Pozdrawiam




Temat: Co byście zrobiły ....
mamaadama4 napisała:

> Nie chce mi sie czytac od początku. Dlaczego on bierze go co tydzień? Musisz
> się na to godzić? Pomijając wszystko, dziecko w tym wieku jest za małe na
> nocowanie poza domem bez matki. Naprawdę musisz to robić?
> danka

Ja się na to NIE GODZĘ, ale nie za bardzo mam co zrobić bo:

1. Jesteśmy w trakcie sprawy rozwodowej = pełna władza rodzicielska obydwojga
(i w orzeczeniu rozwodu też tak będzie).
2. Jest współwłaścicielem domu, w którym mieszkam z dzieckiem = nie mogę go nie
wpuścić.
3. Proponowałam inny układ, ale nie - chce go brać co tydzień bo ma
takie "widzi mi się". Teraz patrz pkt 1 i 2.
4. Argumenty o wieku dziecka nie docierają bo on "ma inne zdanie" na ten temat.

Jedyne co mogę zrobić, to uciekać z domu z dzieckiem na weekendy = utrudnianie
kontaktów między ojcem a dzieckiem. Mogę też wnieść do sądu o ustalenie
kontaktów z ojcem.
Potencjalne konsekwencje (tylko te największe, bez wszystkich implikacji):
- przedłużenie sprawy rozwodowej o co najmniej 6 miesięcy (albo więcej),
- może w dowolnym momencie przyjechać do domu i zabrać dziecko od niani i nie
oddać (= długa sprawa sadowa by dziecko wróciło do mnie),
- wycofa się z ugody majątkowej = ja zmienię pozew o rozwód na "z orzekaniem o
winie" i będziemy walczyc ze sobą na wszelkich możliwych frontach (o rozwód,
majatek i dziecko). Ja mam dużą odporność psychiczną (dużo większą od eksa)i to
przeżyję. Ucierpi na tym długofalowo TYLKO I WYŁĄCZNIE dziecko (bo stosunki
między mną i eksem będą GRUUUUBO poniżej zera, a i w nowej rodzinie
eksa "obecna" może nie być happy, że takie hopsztosy - wymarzone zamążpójście
jej się opóźni, a partner zamiast radośnie pomagać przy ich dzieciątku będzie
chodził w nerwach = negatywne emocje wyleje na eksa dziecko).

To tak w skrócie.
Chętnie przyjmę pomysły.

Pozdrawiam,
Chalsia





Temat: proszę o radę od emacoszek alimenty
źle mi się wkleiło- powinno być tutaj:
Laluniu, powiem Ci tak, słoneczko: Twoja wredna Ex, która domaga się
astronomicznych kwot alimentacyjnych, cytuję:

"pozatym sięgnąc pamięcią parę m-cy wstecz eks żonka też myślała tylko o
swoich dzieciach ale jak myślała(chciała 1800 przy pensji 2000zł) dobre co?"

jest faktycznie bardzo dobra.
No wręcz przednia anegdotka o podłej Eks, która chce krwawicę Twojego M.
wydrzeć.
Niestety solidaryzuję się z tą Wredną Małpą całym sercem, bo gdyby mój małżonek
zrobił mi taki kic na boczek, jak zrobił to Twój M. to nie tylko bym wydarła mu
krwawicę, ale przede wszytskim zainteresowałabym prokuraturę faktem, że w
momencie zajścia w ciążę miałaś lat szesnaście, a ojcem dziecka był meżczyzna
czterdziestoletni, notabene czyjś legalny mąż. Drugim krokiem byłoby złożenie
pozwu o rozwód z orzeczeniem o winie, bo Pan Mąz nie dość, że postarał się o
dziecko z nieletnią, to zrobił to mając żonę i dwójkę nastoletnich dzieci
powodując przez to trwały i nieodwracalny rozpad więzi małżeńskiej. Tym samym
uszczuplił dochody na swoje małżeńskie dziatki. Przypominam Ci tez, że w poście
nt. aborcji, którą rozważała pewna Emama, napisałaś:
"uważam, że powinniśmy ponosić odpowiedzialnośc za swoje czyny".
Nie widzę odpowiedzialności w fakcie, że obecnie przeszkadza Ci wysokość kwoty
alimentacyjnej na 16letniego syna M., skoro wiedziałaś, że poniesiecie
konsekwencje powołania do życia trzeciego dziecka i utrzymania go. Pieniądze
nie są z gumy.
Trzecim krokiem byłoby wystąpienie do sądu o przyznanie mi alimentów na siebie,
jako że rozwód nastąpiłby z orzeczeniem winy Eksa.
Można powiedzieć, że była żona Twojego M. wykazała się wielkim sercem i
wyrozumiałością poprzestając na kwocie 600zł.
Czasem warto sobie wrzucić nick w wyszukiwarkę, aby przeczytać zaskakującą
historię czyjegoś tupetu.
Tak, Laleczko najsłodsza- masz tupet nie z tej ziemi, skoro w tej sytuacji
jeszcze myślisz o zmniejszeniu alimentów na dzieci z poprzedniego związku
Twojego M.

Rosa

Ps. Gratuluję świadectwa z wyróżnieniem. To dobrze, że się świetnie uczysz - i
piszę to bez ironii- bo na pewno jest Ci trudno jako uczącej się matce małego
dziecka. Dobrze też, że poważnie myslisz o przyszłości planując pójście na
studia.
Szkoda tylko, że w Twojej szkole nie wykłada się "wstępu do etyki" i "podstaw
logicznej argumentacji". Nie zaszkodziłoby też zerknąc do słownika i sprawdzić
definicję słowa "konsekwencja".




Temat: POŻEGNAŁAM SIĘ Z OJCEM MEGO DZIECKA... PSYCHOPATĄ
Witam!
U mnie skończyło się na 1 rozprawie (nie liczę wstępnej). eks w pozwie napisał, że powodem rozwodu było pobicie (tzn ja go strasznie pobiłam). Kiedy sędzina spytała się go, w jakich okolicznościach nastapiło pobicie, on beznamiętnie wyjaśnił, że wtedy, kiedy byłam w 3 miesiącu ciąży a on mi oznajmił, że chce odejść do kochanki. No i dostał w twarz )).
Sędzina tak na niego naskoczyła, że ja właciwie nic nie musiałam mówić.Potwierdziłam tylko jego wersję.

Sąd uznał, że nie ma szans na uratowanie związku, powiedział, że jeszcze się nie spotkał z takim kretynem i - orzekł o rozwodzie.
rozprawa trwała jakieś 30 minut.
Dodam, że mieliśmy rozwód bez orzekania o winie, bez adwokatów, wysokość alimentów wcześniej sobie omówiliśmy. Oboje chcieliśmy rozwodu, i nic ponad to.

Jeżeli Ty z kimś już mieszkasz, no to wg mojego sądu (Katowice), występuje trwały rozpad i nie ma szans na powrót. U mnie eks sam się przyznał, że mieszka z kochanką.
Co do przychylności kobietom - na szczęście pierwszy był przesłuchiwany eks, a on, delikatnie mówiąc, nie potrafi sobie zjednać ludzi. Kiedy powiedział, że ma już drugie dziecko, poczęte w dniu, gdy leżałam po porodzie w szpitalu i że nie widzi nic w tym dziwnego, no to był załatwiony.
Ja naprawdę nie byłam przesłuchiwana, sędzina się tylko współczująco spytała, czy kogoś mam, no i życzyła mi szczęścia.
Za "drastyczność" opisów eks dostał 3.000 kosztów sądowych - a dużo nie zarabiał.

kiedy czytam opisy innych dziewczyn, dotyczące rozwodu, no to mam dość. W moim przypadku rozwód nie był taki straszny, a gdy przypomnę sobie minę eksa, nie wiedzącego, dlaczego na biedaka wrzeszczy Wysoki Sąd, do tej pory się śmieję. Jeszcze dzień rozwodu zaczął się tym, że eks przyszedł do mnie do domu, bo mu.... uciekł autobus..... No i na rozprawę jechaliśmy razem, w sumie w dobrych humorach ))) I w jeszcze lepszych wracaliśmy..... też razem.

pozdrawiam Cię bardzo serdecznie, wszystko będzie dobrze



Temat: proszę o radę od emacoszek alimenty
Nasza dzielna bohaterko
Laluniu, powiem Ci tak, słoneczko: Twoja wredna Ex, która domaga się
astronomicznych kwot alimentacyjnych, cytuję:

"pozatym sięgnąc pamięcią parę m-cy wstecz eks żonka też myślała tylko o
swoich dzieciach ale jak myślała(chciała 1800 przy pensji 2000zł) dobre co?"

jest faktycznie bardzo dobra.
No wręcz przednia anegdotka o podłej Eks, która chce krwawicę Twojego M.
wydrzeć.
Niestety solidaryzuję się z tą Wredną Małpą całym sercem, bo gdyby mój małżonek
zrobił mi taki kic na boczek, jak zrobił to Twój M. to nie tylko bym wydarła mu
krwawicę, ale przede wszytskim zainteresowałabym prokuraturę faktem, że w
momencie zajścia w ciążę miałaś lat szesnaście, a ojcem dziecka był meżczyzna
czterdziestoletni, notabene czyjś legalny mąż. Drugim krokiem byłoby złożenie
pozwu o rozwód z orzeczeniem o winie, bo Pan Mąz nie dość, że postarał się o
dziecko z nieletnią, to zrobił to mając żonę i dwójkę nastoletnich dzieci
powodując przez to trwały i nieodwracalny rozpad więzi małżeńskiej. Tym samym
uszczuplił dochody na swoje małżeńskie dziatki. Przypominam Ci tez, że w poście
nt. aborcji, którą rozważała pewna Emama, napisałaś:
"uważam, że powinniśmy ponosić odpowiedzialnośc za swoje czyny".
Nie widzę odpowiedzialności w fakcie, że obecnie przeszkadza Ci wysokość kwoty
alimentacyjnej na 16letniego syna M., skoro wiedziałaś, że poniesiecie
konsekwencje powołania do życia trzeciego dziecka i utrzymania go. Pieniądze
nie są z gumy.
Trzecim krokiem byłoby wystąpienie do sądu o przyznanie mi alimentów na siebie,
jako że rozwód nastąpiłby z orzeczeniem winy Eksa.
Można powiedzieć, że była żona Twojego M. wykazała się wielkim sercem i
wyrozumiałością poprzestając na kwocie 600zł.
Czasem warto sobie wrzucić nick w wyszukiwarkę, aby przeczytać zaskakującą
historię czyjegoś tupetu.
Tak, Laleczko najsłodsza- masz tupet nie z tej ziemi, skoro w tej sytuacji
jeszcze myślisz o zmniejszeniu alimentów na dzieci z poprzedniego związku
Twojego M.

Rosa

Ps. Gratuluję świadectwa z wyróżnieniem. To dobrze, że się świetnie uczysz - i
piszę to bez ironii- bo na pewno jest Ci trudno jako uczącej się matce małego
dziecka. Dobrze też, że poważnie myslisz o przyszłości planując pójście na
studia.
Szkoda tylko, że w Twojej szkole nie wykłada się "wstępu do etyki" i "podstaw
logicznej argumentacji". Nie zaszkodziłoby też zerknąc do słownika i sprawdzić
definicję słowa "konsekwencja".




Temat: Czy na prawde jesteśmy postregane jako TRĘDOWATE?
justinka_s napisała:
> malutkim dzieckiem, domem, obiadami...tego on nie zauważał? i naprawdę tak
> ciężko jest przeżyć pół roku ze świeżo urodzonym dzieckiem, bo płacze w nocy?
> bo nie można wyjść na całonocną imprezę, bo trzeba szukać opiekunki,
przewijać
> je, kupować pieluchy itp?
> tu jest odpowiedź, dlaczego mężowie częściej odchodza do kochanek a potem
> żałują tego? jestem zdania, że jak przysięgasz coś to dochowaj przysięgi i

Już rozumiem, o co chodzi Dzięki Justinko za wyjaśnienia. Wiesz, jednak w
życiu różnie bywa, i to nie jest zawsze tak, że męzowie odchodzą do kochanek,
bo nie sa w stanie sprostać rodzicielskim obowiązkom. Przeczytaj pełen jadu
post pat123 - ona ma za złe wszystkim samotnym matkom, bo jej mąż odszedł od
niej- bezdzietnej, do właśnie takiej z dzieckiem.
W Twojej sytuacji było akurat odwrotnie. Prawdę mówiąc, postępowanie Twojego
męża i mojego byłego męża było b. podobne, z tym że mój nie miał kochanki
(chyba). Mój eks NIGDY nie wstawał do dziecka w nocy, wręcz przeciwnie, jaśnie
pan hrabia był wściekły, że dziecko go obudziło płaczem. NIGDY nie pomagał mi
przy karmieniu, bo to "praca dla kobiet", a gdy zbliżała się pora wieczornego
kąpania, ostentacyjnie wychodził do pubu na piwo i wracał w nocy śmierdzący.
Jego teoria to "dzieckiem w wieku do 2 lat powinna zajmować się wyłącznie
matka". A ja w dobitnych slowach usiłowałam powiedzieć mu co myślę o takim
postępowaniu. Po 2 latach kłótni i awantur powiedziałam "dość" i wniosłam pozew
o rozwód. Nawet teraz on jeszcze nie dorósł do roli ojca - odwiedza naszego
synka 3 razy w roku (!!!), bo przecież ma ważniejsze sprawy na głowie.
Justinko, i powiem Ci jeszcze jedno: bardzo, bardzo się cieszę, że nie czekałam
dłużej z rozwodem, i że mój synek w związku z tym nie ma żadnych traumatycznych
wspomień. Oszczędziłam mu koszmaru rozwodu i z tego jestem bardzo dumna. A mój
synek jest szczęśliwym i wesołym chłopcem i wie, że jest dla mnie najważniejszą
osobą na świecie. A jak mówi do mnie "kocham Cię mamusiu" to... wzruszyłam
się...

Pozdrawiam, Ania



Temat: To nie ten
Gość portalu: żona napisał(a):

> Drodzy,

Droga zono!

> czy ktokolwiek z Was miał takie odczucie, że Wasza żona/mąż nie są
> Wam przeznaczeni?
> Ja nie mam o czym z moim mężem rozmawiać, on nie ma żadnych
> zainteresowań, tylko praca i - idzie spać... A jesteśmy dopiero rok po
> ślubie. Jestem załamana. Widzę, że to nie był dobry wybór, ale kto wiedział w
> momencie zauroczenia??? Boże, co robić? Jesteśmy przed 30, a życie wali się
> na głowę. A najgorsze jest uczucie, że mogłam wybrać kogoś innego. I
> zastanawianie się, jak by było, gdybym wybrała tego drugiego... Czy miałyście
> kiedyś takie uczucie? Jestem załamana moim myśleniem, moim mężem, swoim
> życiem.

Mam dokladnie takie samo odczucie - moja zona nie byla mi pisana.
Nie rozmawiamy od dluzszego czasu (ponad rok). Ja pracuje i mam
zainteresowania, ktore ja wkurzaja. Wracam z pracy jednej i drugiej i... ide
spac. Cale szczescie.
Ona w zamian za to nie pracuje i nie ma zainteresowan.
Jestesmy 4 lata po slubie i na dwa dni przed zlozeniem pozwu o rozwod.
Nie byla to milosc od pierwszego wejrzenia, ale potezne zauroczenie. Teraz po
latach wydaje mi sie, ze tylko jednostronne, a malzenstwo - wylacznie z
rozsadku. Za kilka dni koncze 30 lat i zycie wali mi sie na glowe.
Zal straconych 8 lat...
I wcale nie zastanawiam sie, jak to byloby, gdybym byl z kims innym.
Ja to wiem. Niedawno mialem namiastke prawdziwej milosci. Raczej "prawdziwej",
bo okazalo sie, ze strzelalem na oslep. Efekt? Zlamane serce, zalamanie nerwowe
i niechec do zycia. I teraz wiem, ze problem tkwi we mnie. I wcale nie chodzi o
to, ze ja nie potrafie kochac... Za szybko sie angazuje, dajac z siebie od razu
wszystko. I pozniej zostaje z niczym..., taki wyekspoa
Teraz chce zmienic wszystko - prace, miejsce zamieszkania etc. Chce uciec na
drugi koniec POlski, zaczac wszystko zupelnie od zera. Tylko coraz powazniej
obawiam sie, ze jednak mi sie to nie uda...

D.




Temat: co robic?
o mamo...
Właściwie wszystko co napisałaś, nawet oderwane od sytuacji moim zdaniem
kwalifikuje się jako absolutny powód do rozstania raz na zawsze. Z tym, że ja
pierwszy raz weszłam na to forum i każdy post mnie tu szokuje. Mimo, że moja
własna matka też od ojca odeszła dopiero rok temu a powinna nigdy w życiu za
niego nie wychodzić. Jak sama mówi od początku były z nim kłopoty. Poczynając od
wyparcia się dziecka (mojej starszej siostry), przez późniejszą przemoc, alkohol
i co tam nie jeszcze. Zastanawiam się w imię czego tkwiła w takich układach.
Wiedząc, że sama życie przegrywa, że skazuje własne dzieci na traumę.
Dlaczego??? Nie potrafię tego pojąć choć bardzo się staram. Moja mama dobrze
zarabiała/zarabia. I siostra i ja pracowałyśmy przynajmniej na swoje wydatki,
ubrania, buty itp odkąd miałyśmy lat 17-18. Cały czas jej kładłyśmy w głowę, że
powinniśmy się wyprowadzić, że sobie poradzimy a ona patrzyła na nas jakbyśmy z
księżyca spadły. A stać by ją było na samodzielność. Naprawdę nie pojmuję jak na
własne życzenie (nie odchodząc od męża!) można chcieć sobie życie tak
marnować... Nie pojmuję. A teraz już ponad rok mama składa pozew o rozwód, bo
się boi że to będzie okropne przejście. Wiadomo, że będzie na pewno straszne,
ale to nie powód żeby chować głowę w piasek. Nie mieści mi się to w głowie jak
można zostawić gnojkowi cały dorobek życia (a tak mama zrobiła) i wziąć
wyłącznie na siebie utrzymanie i wychowanie najmłodszego (i najtrudniejszego)
dziecka (mój brat). Pytam się jej dlaczego to robi, ale jedyna odp to jest: "a
bo przecież wiesz jak to z ojcem, nie dogadasz się..." Wiem doskonale, ale
właśnie od tego są sądy, żeby temu zaradzić.

Nie dajcie sobie i dzieciom życia zmarnować!



Temat: zachowanie męza i moje rozterki..:-((
zachowanie męza i moje rozterki..:-((
Moja historia bedzie troche przydluga, ale licze na Wasza pomoc i wsparcie.
Chcialabym by ktos obiektywnie spojrzal na cala sprawe, bo ja juz sie w tym
pogubilam:-(((
Otoz rozstalam sie z mezem w listopadzie u.r. Rozstanie bylo bardzo burzliwe,
on wyrzucil mnie z domu, do tego wszystkiego swoje 5 groszy wrzucili tescie
bluzgajac na mnie i obrazajac moich rodzicow. suma sumarum wyprowadzilam sie
z dzieckiem do rodzicow. Maz w miare regularnie przelewal (i przelewa) mi na
konto kilka stow na dziecko, zaraz po rozstaniu prawie w ogole sie nie
widywalismy( i on nie widywal dziecka), pozniej kontakty staly sie czestsze.
Ja rozpoczelam studia, poszlam na kurs prawa jazdy byleby tylko zapomniec i
zaczac zyc w miare normalnie. Jednoczesnie w marcu zlozylam pozew o rozwod.
Od niedawna maz zachowuje sie b. dziwnie, pisze mi smsy w srodku nocy z kim
jestem i gdzie, gnebi mnie. Pisze rzeczy kompletne niezgodne z prawda np. to
ze uniemozliwiam mu kontakt z dzieckiem (co jest bzdura bo bierze go kiedy
chce)..ze w zwiazku z tym, ze mamy takie same prawa rodzicielskie wzgledem
niego to powinnismy robic tak ze tydzien dziecko bedzie u mnie a tydzien u
niego..a jesli miesiac u mnie to miesiac u niego (!!)
Napisal mi jakis czas temu, ze nie chce sie rozwodzic, ze jeslibym naprawde
kochala synka to bym do niego wrocila (dla dobra dziecka).
Ja jestem jednak zdeterminowana, wiem ze juz nigdy nie bede z tym
czlowiekiem, sek w tym ze chce sie od niego uwolnic, nie chce by mnie gnebil,
pisal smsy, nie chce go widziec..boje sie mu to powiedziec w twarz bo obawiam
sie ze bedzie sie mscil za mnie na dziecku (jest do tego zdolny bo z natury
jest msciwy)..
Żyje w ciaglej niepewnosci, nie wiem co moze mu jeszcze do glowy
strzelic..boje sie o dziecko ale jednoczesnie nie chce mu ograniczac
kontaktow z ojcem, bo wiem ze go kocha i potrzebuje.
Nie wiem jak mam postapic..powiedziec mezowi prawde prosto w oczy by (ladnie
rzecz ujmujac) dal mi spokoj..czy zwodzic go..mowi by poczekal, ze moze
kiedys sie zejdziemy..obawiam sie jego zachowania na rozprawie o czym pisalam
juz wczesniej..ze np. zaniedbuje dziecko bo oddalam go do zlobka, ze sie nim
nie zajmuje bo wychodze woeczorami itp.
Powiedzcie co mam robic, jak sie zachowac? Czy kroras z Was byla w takiej
sytuacji?



Temat: Dlaczego kobiety lacza sie z zlymi facetami
Gość portalu: Martyna napisał(a):

> 1. Czesto osoby, ktore tkwia i przyciagaka takich toksycznych partnerow -
> powtarzaja wzor z dziecinstwa . Jesli jego rodzice nie dali mu wystarczajaco
> milosci i uwagi - podswiadomie taka osoba czuje, ze musi " ciezko pracowac"

Cos w tym jest. Mam taka znajoma, ktora zawsze przyciaga najgorszych gosci.
Jest w miare ladna, bardzo zgrabna, mila i latwo nawiazuje znajomosci. Ale
zawsze wiaze sie z jakimis podejrzanymi typami, ktorzy ja roluja, wykorzystuja
itp. Ostatni typ, z ktorym sie zwiazala niezle ja sobie owinal wokol palca.
Zdradzal ja z inna laska (odkryla chyba przypadkiem w jego poczcie cos), ona
namierzyla te laske, spotkala sie , byla afera. Koles obiecal ze bedzie juz ok,
nie bedzie jej zdradzal itp. Pare miesiecy pozniej slysze, ze planuja slub.
(nawet nie chce mi sie komentowac tego pomyslu). 8 miesiecy pozniej rzeczony
slub. 3 miesiace po slubie dowiaduje sie, ze gosc byl scigany listem gonczym,
siedzi wlasnie w areszcie, a w ogole to ja zdradzal jeszcze przed slubem,
miesiac miodowy spedzil z kochanka itp (jak poszedl do pudla to w jej rece
wpadly jego billingi i dokumenty z pracy). I niestety jest to rzeczywistosc.
Panna zlozyla pozew o rozwod ale potem slyszalam, ze moze jednak nie beda sie
rozwodzic itp. Ona po prostu go kocha i zeby nie wiem co jej zrobil to chce z
nim byc. Tak juz chyba musi byc.
Dziecinstwo miala na prawde okropne. Ojciec w wiezieniu, matka pila. Czesciowo
mieszkala z dalsza rodzina, potem w roznych schroniskach dla dzieci i mlodziezy
itp. Mimo tego jakos wyrosla na ludzi, ma normalna prace itp ale jej zycie
emocjonalne i osobiste to jedna wielka porazka.
Przynam, ze boje sie do niej zadzwonic bo obawiam sie uslyszec znowu
niestworzone historie. Nie wiem jak jej pomoc, bo co bym jej nie powiedziala
to nie ma znaczenia, bo ona zrobi i tak po swojemu. Juz nie raz zastanawialam
sie z chlopakiem i kumplem co mogloby zmienic jej zycie lub jak jej pomoc.
Myslelismy o tym, ze moze zmiana miesca zamieszkania, otoczenia, znajomych moze
ale pewnie i wtedy znalazlaby jakiegos szubrawca.
Szkoda mi patrzyc jak sie meczy. Jak w wieku 31 lat trafia do szpitalu ze
stanem przedzawalowym ale mam wrazenie, ze nie bardzo moge jej pomoc. Ona niby
chodzi na jakies terapie ale mam wrazenie , ze robi to wlasnie po to, zeby
znalezc akceptacje u innych, zeby ktos jej wysluchal. Ona bardzo lubi mowic o
swoich klopotach, chyba szuka u ludzi litosci.

Penelopa.



Temat: Jak wygląda posiedzenie pojednawcze?
Mimo, że pozew będzie złożony i będzie w nim napisane że bez orzekania o winie,
to sędzina czy sędzia będzie pytała o przyczynę rozpadu małżeństwa. Będzie
pytała dlczego siętak stało waszym zdanie, będzie trochę pytała czy nie
próbowaliście temu rozpadowi zaradzić. Myślę, że ważna jest zgodność. A wy co
do samego rozwodu się zgadzacie, tak? Jeśli zobaczy, że oboje chcecie rozwodu
to nikt was do tego byście nadal byli małżeństwem zmusić nie może. Co do
zwalania winy na siebie, to nie mówicie na raz tylko po udzieleniu głosu przez
sędzinę i pytanie kierowane jest do pozwanej/pozwanego (ten kto pozew otrzymał)
bądź powódki/powoda (ten kto pozew złożył) konkretnie i ta druga osoba czeka na
swoją kolej i pytanie zadane do siebie. A poza tym:
1. czy to Ty złożyłaś pozew - jeśli tak bedziesz musiała wytłumaczyć dlaczego
się na to zdecydowałaś i co było przyczyną takiego kroku, będziesz mówiła jako
pierwsza. On zostanie poproszony o potwierdzenie Twoich słów, czy się zgadza
czy nie.
2. Czy pozew bez orzekania o winie - przy orzekaniu muszą być dowody i
świadkowie na potwierdzenie winy (tu nie mam wiadomości, wiem jednak ze jest
trudniej przez taki rozwód przejść).

Wchodzicie na salę razem, siadacie w miejscach wskazanych przez sędzinę bądź
protokolanta, zazwyczaj z dala od siebie, po przeciwnych stronach sali.

Wiem, że się denerwujesz. Trudno żeby było inaczej, ale sędziami przynajmniej w
Warszawie w większości są kobiety. I powiem Ci, że ja czułam się bardzo
podbudowana psychicznie po tej rozprawie, bo sedzina była ewidentnie po mojej
stronie. Czułam to. Ona atakowała słowami mojego męża, nie zostawiła na nim
suchej nitki. Myślę, że była przekonana, że wina była po jego stronie mimo, że
pozew był bez orzekania o winie.

Pozdrawiam




Temat: rozwod w pl z wlochem
rozwod w pl z wlochem
wczescniej na forum pytalam o adwokata w katowicach. kolega zaproponowalal mi
siebie za bagatela 5 tys. zl.
opisze swoj przypadek liczac ze ktoras z was, byc moze prawniczka pomoze mi
podjac sluzna decyzje.

fakty:
slub cywilny odbyl sie we wloszech w 2003 roku. fakt ten zarejestrowalam w
urzedzie w moim miescie.mamy corke 3lata. maz zgadza sie na moj wyjazd z
wloch (dodtatkowo postaram sie, by napisal mi wlasne oswiadczenie na wyjazd,
zalatwie to u notariusza we wloszech). zgadza sie placic alimenty dobrowolnie
w kwocie 250 euro (powiedzmy ze to jest min. tu gdzie mieszkam we wloszech),
zgadaza sie na rozwod bez orzekania winy.ja pracuje na pol etatu w it, ale
juz teraz zaczynam szukac pracy w pl.

po 1 nie chce mieszac wszystkich spraw podczas rozwodu,. tzn. jesli
zaistnieje koniecznosc z ebede musiala podac meza o alimenty to zrobie to w
osobnej sprawie (prawda ze lepiej, bo wowczas rozwod nie bedzie sie ciagnal w
nieskonczonosc????)

pozew zloze ja w polsce (jeszcze jestem we wloszech ale juz w lipcu maz chce
zebym opuscila mieszkanie). w tymczasie wyznacze mojego reprezentanta np
mame, a pozniej juz sama bede uczestniczyc w rozprawach. jesli dam rade sama
sie bronic, nie bede brala zadnego adwokata.

2. alimenty. na razie maz bedzie placil sam. ale jw jesli nie bedzie podam go
do sadu. pytanie: wiem ze koszty zycia w pl sa mniejsze, czy dam rade
wywalczyc alimenty tak wystarczajace by zyc przyzwoicie.na pewno bede miala
wiele wydatkow zwiazanych z dodatkowymi zajeciami mojej corki jak basem,
gimnastyka i nauka jezyka. maz ma stala pensje(1300 euro) plus prowizje(okolo
700-1200 euro zaleznosci od miesiaca) ktore sa wyplacane nie oficjalnie.
jestem wstanie udowodnic ze ma dwa razy wiecej dochodu. sorry za pytanie: ile
moge od niego zadac?

i dodatkowo prosze meza by rodzinne ktore dostaje we wloszech mogl przesylac
mnie bezposrednio. czy ta kwota bedzie liczona osobno czy wlicza ja w sume
alimentow, mowa o kwocie rzedu 70 euro.

alimenty dla siebie- gdybym zostala we wloszech a moja sytuacja materialna
bylaby ciezka to wowczas spokojnie sad mi je przyznal. w polsce jest to
mozliwe??? w sumie nie mam mieszkania, jeszcze nie pracuje, bede mieszkac z
babcia w domu ktorym nie panujac zbyt dobre warunki- dom jest stary, to nie
to samo co mieszkac w malch blokach (a przeciez my nie mozemy zyc w gorszych
warunkach niz we wloszech).

3. czy jesli rozwiode sie w pl bo mam do tego prawo i bedzie przede wszystkim
szybciej, czy jesli np zostane we wloszech (do zalezy czy bede miala
mozliwosc zmiany pracy) czy bede mogla zalozyc sprawe o alimenty we
wloszech??? czy moze w polsce ???czy rozwod a ustalenie alimentow mozna
laczyc i trzeba laczyc???????pozdrawiam




Temat: pytanie "prawnicze"
soleilrouge napisała:

> Jak już wiecie facet wyrzucił mnie z domu, de facto jego, bo przed ślubem.

odp: mieszkanie po rozwodzie wyłącznie jego własność. podstawa prawna art. 33
pkt.1 KRiO

> O rozwodzie jednak nic nie mówi, chce tylko rozdzielności majątkowej (autko
zdaje się chce zakupić )

odp: może to zrobić nawet podczas trwania małżeństwa, podstawa prawna art. 52
KRiO

> I teraz: czy warto nakłonić go by pierwszy wystapił z wnioskiem o rozwód?

odp: nie koniecznie, możesz wystąpić pierwsza, to nie ma żadnego znaczenia

podstawa prawna: działy KRiO dotyczące małżeństwa/rozwodów i KPC - dotyczące
rozwodów i separacji, oraz inne działy dotyczące sposobu przeprowadzania
procesów, przyjmowania przez sąd materiałów dowodowych i wysłuchiwania świadków

> Z jego winy rozpadło się małżeństwo, w pierwszej chwili chciałam natychmiast
biec do sądu, ale stwierdziłam, że ochłonąć trzeba.

odp: to pozostaje w ocenie sądu, orzeczenie o winie podczas rozowodów przedłuża
całą procedurę, musisz ewidetnie udowodnić jego winę, a więc
przykład: "wywalenie Ciebie i dziecka z mieszkania" takie Twoje zeznanie bez
świadka i innych dowodów obalam w 1 minutę, twierdząc, że sama się
wyprowadziłaś, bez żadnych powodów i zaczynasz Ty być winna.

> Teraz pomyślałam, że jego pozew byłby przypieczętowaniem faktu, że z jego
winy.

odp: to się grubo mylisz!!!

> Tylko: czy mogłabym wtedy napisać "kontrpozew", tzn. podobny wniosek o rozwód
tyle ze z jego winy (bo nie podejrzewam, że on w swoim wniosku uznałby się
winowajcą), oprócz tego o alimenty?

odp: jeśli on złoży pierwszy pozew, to możesz w formie odpowiedzi na jego
pozew, przestawić swoje stanowisko i wnioskować o co chcesz, i tak wszystko
rozegra sie na sali sądowej, gdzie sąd na podstawie Waszych zeznań i
wniesionych dowodów osądzi.

> I czy w ogóle dobrze myśle?

odp: źle myślisz.

pozdrawiam



Temat: Czy dostane rozwód z jego winy?
Karolciu.
To oczywiste, ze mozesz osiagnac rozwod z orzeczeniem winy
przeciez to w Twoim przypadku takie proste
wypunktuje
1. nie licz na to, ze dlugi beda wystarczajacym powodem do rozwodu
Kiedy powstaly jego zadluzenia?
jak po slubie, albo krotko przed, to powie, ze dla Ciebie bral kredyty
gdyby dlugi byly wystarczajacym powodem do rozwodu ) Smieszne.. facet
zaryzykowal dla rodziny.. nie wyszlo, popadl w dlugi a ta rodzina zamiast go
wspierac, kaze mu sie wyprowadzic, wynosic sie.
2. masz inna wyjscie
w odpowiedzi na jego pozew mozesz napisac ze...
Boisz sie przebywac pod jednym dachem z czlonkiem
z czlonkiem grupy przestepczej rzecz jasna
Przytocz Twoje slowa..
> jak sie dowiedziałm nieoficjalnie mój mąż rozprowadzał fałszywe pieniądze i
>miał kontakty z gupą przestępczą, ale nie został odnotowany na policji.
podasz Twoich informatorow, od kogo dowiedzialas sie.
Policja natychmiast zastosuje areszt wobec Twego meza, a moze i wobec Twoich
informatorow (moze wspolnicy?? wiedzieli o przestepstwie i nie zglosili??)
Ciebie potraktuje lagodniej. Zona nie musi donosic na meza.
Ale nie martw sie, to daje gwarancje ich obecnosci na sprawie rozwodowej,
doprowadza meza i swiadkow z aresztu.

A teraz... 2 warianty.
1. Udowodnisz tym draniom, ze dranie. No to proste, oni do wiezienia na dlugie
lata (falszowanie pieniedzy jest przestepstwem ciezkiego kalibru)
a Ty wolna, spokojna........... dopoki nie wyjda
2. nie udowodnisz,, to oskarza Cie o pomowienie, oszczerstwa, nie wiem o co
jeszcze, Leppert na tym sie zna.. No i ze.. na podstawie "nieoficjalnych
informacji" (czytaj: plotek!) wywalilas meza swego z domu.

Reasumujac, masz duze szanse, ze sad orzeknie rozwod z orzeczeniem o
winie..............Twojej.

Panie Boze, dziekuje Ci ze pozwoliles mi zachowac spokoj w czasie wyjasniania
tej mlodej Damie (czytaj .....) ze ma racje, ze rozwod bedzie z orzekaniem o
winie.




Temat: ile trwa rozwód??
kociak19 napisała:

> Pytanie jak w temacie.
> W takich okolicznościach:
> - niecały rok małżeństwa
> - 10 miesięczne dziecko

Problem może polegać na czasie trwania - tzn. sąd może nie uwierzyć, że po roku
od slubu nastapił juz trwały i nieodwracalny rozkład pożycia. Ważne bedzie czy
nadal mieszkają razem, czy prowadza wspólne gospodarstwo, kiedy przestali ze
soba sypiać itd. Sprawy są zazwyczaj przynajmniej 2 - pierwsza to standardowo
pojednawcza, na której nie zapada orzeczenie, i - jesli nie ma perturbacji - na
drugiej orzeka się rozwód. Czas trwania zalezy od danego sadu - jaka jest
kolejka spraw i "przsepustowość". Rozbiezności w wyznaczaniu terminów są duże -
w Warszawie nalezy się liczyć z tym, że "szybki" rozwód to około pol roku.
Koszty - rożnie, w zalezności od statusu materialnego. Po złozeniu pozwu
dostaje się pismo orzekające ile nalezy zaplacić "zaliczki" na poczet kosztów
rozwodu, ostateczna kwota ustalana jest na rozprawie.

> - On chce, żeby dziecko było z nim; Ona chce, żeby dziecko było z nią

Facet ma w praktyce zerowe szanse na uzyskanie opieki nad tak małym dzieckiem,
jesli facet sądzi, że skoro matka nie pracuje i nie ma się za co utrzymać, to
dziecko zostanie z nim - jest w błędzie - sąd będzie bardziej skory do
wyznaczenia mu wyższych alimentów, zeby oboje nie głodowali. Niemowlę prawie
zawsze zostaje z matką, chyba że ta ewidentnie nie zaniedbuje dziecko - pije,
jest narkomanką itd.

> - jeśli sąd przyzna opiekę matce, on nie chce płacić alimentów, tylko robić
jak > ieś ustalone zakupy (pieniędzy matce do ręki nie da).

Chcieć albo nie chcieć to on sobie może:) alimenty zostaną zasądzone (pytanie
tylko w jakiej wysokości), do tego matka może też żądać alimentów na siebie. I
czy mu się to podoba czy nie - będzie musiał te alimenty wypłacać, na
preferowaną przez siebie formę (zakupy) nie ma co liczyć, bo go wyśmieją.
Aha - o alimenty można wystąpić nawt w trakcie trwania małżeństwa.




Temat: Mój mąż jest kochankiem..........
Gość portalu: brzoskwinka napisał(a):

> > A zebyś chciała wiedzieć,że wraca. Wraca po to aby zamienić brudne rzeczy
> na
> > czyste, po to żeby wymienić zamki i po to żeby mi życie troche uprzykrzyć.
> > A ja..... też wymieniłam i przez pewien krótki czas miałam trzy klucze i
> > wyobraź sobie, że jeden mu zostawiłam! Myślisz, ,ze jestem niedzisiejsza..
> ...
> > po prostu nie chce mieć kłopotów z prawem, z tym samym prawem którego mój
> mąż
> > jest znawcą -PRAWNIK
> __________
> posluchaj, wcale nie uwazam ze jestes niedzisiejsza! Jest mi naprawde przykro
> ze cos takiego spotkalo Cie w zyciu - zdrada najblizszej osoby, do ktorej
mailo
>
> sie bezgraniczne - zakladam - zaufanie, jest czyms strasznym, okropnym, nie
> fair, niesprawiedliwym, absurdalnym... itp inne epitety ...
> TO jest Twoje prawo bronic wlasnego JA. To on Cie zdradza, a to ze jest
> prawnikiem nie ma absolutnie nic do rzeczy. Jezeli sama nie znasz sie na
prawie
>
> rodzinnym powinnas udac sie po rade do specjalisty. Dla jakiegos prawnika
(moze
>
> poszukaj jakiegos jego kolegi, z ktorym sie nie lubia) twoja sprawa i
> zalatwienie Ci dobrego rozwodu moze byc nie lada gratka.
> Pomysl o tym.
> Zdrada jest faktem obiektywnym, co do tego nei ma zadnych watpliwosci.
> Chyba ze Ty masz cos na sumieniu i on o tym wie...

Hej brzoskwinka
Rozwód już tuż, tuż.... za chwilę pierwsza rozprawa. Pozew złożył oczywiście
mój mąż. A że jest to absurdalne i niesprawiedliwe.... wiem.
W przeciągu jednego miesiąca przyniósl mi bukiet ponad 30 czerwonych róż i
powiedział,że mnie nie kocha. Po kolejnych trzech m-cach złożył pozew.
Chciałabym Cie zapytać- jeśli nie masz nic przeciwko temu- co według Ciebie
znaczy dobry rozwód.
A na sumieniu nie mam nic - jestem sama, tyle tylko, że nie muszę gotować dla
Nas, sprzątać Naszego mieszkania, prać i prasować m.innymi koszul męża.......




Temat: rozwód z orzeczeniem o winie..pomocy
Wiatj! Ja byłam w podobnej do twojej sytuacji i tez myślałam, że nie dam sobie
rady. A teraz po kolei. Spróbuj odzyskać dowód (mój mąż zabierał mi na przykład
klucze do mieszkania i zamykał drzwi, albo korzystał z mojej bankomatowej
karty). Nie wiem, bo nie piszesz czy masz rodzinę (rodzice) albo znajomych na
których mogłabyś liczyć. Dobrze by było gdybyś mogła się wyprowadzić, wtedy
łatwiej jest na wszystko spojrzeć z dystansu. Rozumiem, że to trudne, tym
bardziej, że masz trójkę dzieciaczków (ja mam tylko jedno). Jeśli nie odda Ci
dowodu, zgłoś to na policji (wiem że strach i wstyd, ale da się przełamać).
Teraz groźby. To też możesz zgłosić a nawet powinnaś, choć prawdę powiedziawszy
na dużo się to nie zda (mała szkodliwość społeczna czynu) ale będziesz miała
papierek do sądu a to jest ważne! Rozwód. Poszukaj w swoim mieście jakieś
organizacji np: Centrum Kryzysowe albo Ofiar przemocy w rodzinie albo zapytaj w
MOPSie i tam za darmo powiedzą Ci co i jak. Mnie pozew pisał prawnik z takiej
fundacji. Nie masz pracy i pieniędzy, w pozwie proś o zwolnienie z kosztów
sądowych i opłaty wstępnej. Co do formy z orzekaniem o winie czy bez, to
zrobisz jak uważasz(ja mam z orzekaniem i faktycznie sprawa się ciągnie już od
grudnia, ale jeśli wygram to mąż będzie pokrywał wszystkie koszty, no i nie
będzie mógł wystąpić dla siebie o alimenty, zresztą wina jego jest ewidentna.
Co Ci jeszcze napisać. Pomyśl o jakiś świadkach do sądu. Teraz jednak
najważniejsze jest twoje i dzieciaczków bezpieczeństwo, więc pomyśl o jakimś
lokum. Nie myśl, że tak sobie tu siedzę i daję Ci dobre rady. Ja naprawdę
doświadczałam przemocy i nie wiedziałam ŻADNEGO WYJŚCIA i bardzo, bardzo się
bałam, ale miałam maleńkie dziecko i wiedziałam, że teraz jeśli będzie pijany i
agresywny z dzieckiem pod pachą nie wybiegnę na ulicę. Przedtem przez cztery
lata tak robiłam. Najważniejsze, zacznij coś robić. Rozejrzyj się, jest dużo
życzliwych ludzi wokół i to nie banał. Trzymaj się. DASZ RADĘ. Ja też daję a
przynajmniej staram się...



Temat: Rozwód małżeństw homosexualnych
Niczego postempakom nie wytłumaczysz
miriamfirst_ napisała:

>
> Musimy chyba wziąć pod uwagę, prawda? Różnie się zdarza. Pary się kochają,
> pary się pobierają, bywa, minie kilka lat, albo więcej lat, i mają siebie
> dosyć, i już nie chcą być ze sobą, albo któryś z panów zapała gorącym
> uczuciem do innego pana, a ten drugi będzie miał dosyć ciągłego prania i
> gotowania, no i klops czyli rozwód. I co? Musimy określić kto przeciwko komu
> składa taki pozew - to ja mam małe pytańko jak określimy te parę?
> Jest to para małżeńska, w przypadku tego okropnie de-mode układu kobieta-
> mężczyzna, mąż składa przeciwko żonie, albo żona pozew przeciwko swemu
> meżowi.
> Kto jest kim w takim homosexualnym związku? Mąż z mężem? Mąż I i Mąż II?
> jak ma zwracać się do nich Sąd? Czy pan dbał o... kogo? Małżonka. A pan dbał
> o swojego małżonka, małżonku pierwszy?
>
> A w ogóle zakładając, że rozwodów nie będzie, jak będzie wyglądał ślub tej
> pary? Dwóch mężczyzn w garniturach stało będzie odświętnie, bo w garniturach
> chyba obydwoje, i obrączki, i na przykład pani, która jest przedstawicielem
> USC pyta się czy pan chce wziąć tego pana... no właśnie - za kogo? Męża?
> Żonę? Pewnie trzeba wymyśleć inne określenia, no ale znowu to może zostać
> przez te drażliwe pary źle odebrane, bo poczują znowu swą inność, czyli chyba
> musi być któryś z nich mężem, a któryś żoną. To ta "żona" będzie w welonie
> ślubnym? Facet w welonie i sukience?? A moze obydwoje chcą być kobietami? Bo
> podobno ci mężczyźni, o takich preferencjach nie chcą być mężczyznami tylko
> kobietami, więc co? Dwóch mężczyzn którzy de facto chcą być kobietami wchodzą
> w związek małżeński homosexualny??
>
> Straszne, jakim problemom wiek XXI stawiać musi czoła, ale mam nadzieję, że
> szczęśliwie wybrnie!
>
> Miriam
> Z tego mogą być kłótnie przedmałżeńskie!

Gdyby to była kwestia rozumu.... Z głęboką wiarą w wyższość pedalenia logika
nie ma szans a oczywisty idiotyzm żądań homolubów do ich mózgów się nie
przebije.

pozdr anty - może osmieszenie jak Twoje???



Temat: Dziewczyny pierwsza rozprawa za mną !!!
Dziewczyny pierwsza rozprawa za mną !!!
Dziekuję jeszcze raz wszystkim samotnym które mnie podnosiły na duchu przez
ostatnie trzy tygodnie.Przeżyłam pierwszą rozprawe.Z ugodą to nie miało
raczej nic wspólnego, ale jak to zwał tak to zwał.Na razie 1 : 0 dla
mnie.Stres zjadł mnie tak że przez dwa ostatnie dni nie byłam w stanie nic
napisać ale już doszłam do siebie.Dziewczyny! Sędzina tak skopała mojego
męża że języka w gębie mu zabrakło.On przyszedł sobie na pewniaka.O dziwo
przyjechał bez mamusi której to na rozwodzie zależy najbardziej i bez "Nowej
partnerki" pewnie obiad gotowała w domu...Nie umiał sie wogóle zachować na
sali,nie wstawał jak odpowiadał sędzinie, wtrącał sie jej w zdanie,
komentował głośno moje wypowiedzi i ogólnie rzecz biorąć to po pięciu
minutach tak wkurzył sędzinę że nie chciała już wogóle z nim rozmawiać.Nie
musiałam za wiele mówic.Sam się załatwił.Zaczął kręcić na temet
zarobków.Powiedział że zarabia nokoło 700 zł wyśmiała go mówiąc że najniższa
krajowa jest 800.NIe komentowałam że pracuje u starycyh i zarabia jakieś 6
razy tyle.Potem zaczął kręcić na temat tego gdzie pracował do tej pory.Potem
sam oświadczył że ma nowa partnerkę.Przy odpowiedzi na pytanie kiedy z nią
się związał znowu się zaplątał, sędzina go wysmiała pytając czy to normalne
że po jednej imprezie wiązę się z kobietą na całe życie.......i że to bardzo
ciekawa sprawa.Potem zaczął coś bąkać jaką to ja złą żoną byłam ale nie
chciała go sluchać.Zaczęła go pouczać żeby nie liczył na rozwód bez
orzekania o winie skoro zostawił żonę z dzieckiem i żyje z
kochanką.Oczywiście przerwał jej i tak ją wkurzył że nakrzyczała na niego i
wogóle nie słuchała już co ma do powiedzenia.Do mnie nastawiona była bardzo
pozytywnie.Mam nadzieję że będzie prowadziła do końca tą sprawę.
Teraz chwila oddechu i mogę zacząć szykować bron.Teraz to się dopiero
zacznie.Moj mąż wybiegł wściekły, nie przepuszczając mnie w drzwiach i już
ze schodów dzwonił do mamy ze skargą na tak niesprawiedliwe
potraktowanie.Muszę znależć sobie szybko baaardzo dobrego adwokata.Nie
wiecie jak szybko może odbyć się pierwsza rozprawa rozwodowa.?Teraz od
złożenia pozwu przez mojego męza do rozprawy ugodowej minęło 8 miesięcy.Nie
wiem ile mam czasu teraz?Jeśli macie jakieś doświadczenia to bardzo
prosze.........I dzięki dzięki dzięki jeszcze raz



Temat: Jak to zapisać? Pomóżcie, proszę!!
Musisz napisac tak:
1.Wnoszę o orzeczenie rozwodu związku małżeńskiego stron – bez orzekania o winie.
2.W przedmiocie władzy rodzicielskiej wnoszę o pozostawienie jej obojgu rodzicom
z ustaleniem miejsca pobytu dziecka przy matce.
3.Zasądzenie alimentów na rzecz małoletnich dzieci od AAA BBBB w kwotach po: XXX
PLN na rzecz małoletniego CCCC BBBB.
4.Wnoszę o nie orzekanie o wspólnym mieszkaniu stron.
5. Wnoszę o przesłuchanie świadka YYYYY ZZZZZ i wezwanie go na adres (tu podac
dokladny adres swiadka).
Pozniej napisac kilka zdan uzasadnienia podajac ostatnie miejsce wspolnego
zamieszkiwania.

Pozew sklada sie w 2 egzemplarzaqch. Do tego trzeba zalaczyc odpis zupelny aktu
malzenstwa, odpis aktu urodzenia dziecka oraz zaswiadczenie wo wysokosci dochodow.

Wyrok rozwodowy w przypadlu kiedy jest maloletnie dziecko sklada sie z 4
zasadniczych punktow.
1. orzeczenie samego rozwodu (jesli z winy ktorejs ze stron to jest to
zaznaczone w tym punkcie).
2. orzeczenie w przedmiocie wladzy rodz. W powyzszym przypadku oboje rodzice
beda mieli te wladze a miejsce zamieszkiwania dziecka zostanie ustalone przy matce.
3. orzeczenie o alimentach drugiego z rodzicow na rzecz dziecka. Alimenty MUSZA
byc zasadzone, dlatego ich kwote warto wczesniej ustalic.
4. na wypadek gdyby strony mieszkaly razem w jednym mieszkaniu i byly z tym
klopoty Sad na wniosek jednego z nich moze dokonac podzialu mieszkania
wydzielajac kazdej ze stron odpowiednia przestrzen. Jesli strony razem nie
mieszkaja lub nie widza problemu Sad o tym nie rozstrzyga. Podzial mieszkania w
tym punkcie nie ma nic wspolnego z prawami majatkowymi. Chodzi po prostu o
wspolne zamieszkiwanie.
Ostatnim punktem wyroku jest rozstrzygniecie o kosztach sadowych.

Nalezy pamietac ze mimo iz rozwod jest bez orzekania o winie a jest maloletnie
dziecko MUSI zeznawac jeden swiadek bo w tym przypadku Sad nie moze oprzec sie
na zeznaniach stron. Musi byc swiadek ktory powie chociaz ze 2 zdania. Roznie
sie na to Sady zapatruja ale jesli beda rygorystycznie przestrzegac tego zapisu
ale jak na rozprawie nie bedzie swiadka to odroczy rozprawe i wyznaczy nowy
termin zobowiazujac do wskazania swiadka.



Temat: Ponowny ślub!?
No wiec to jest dokladnie TAK:

Orzeczenia sadow polskich dziela sie na POSTANOWIENIA oraz WYROKI. Nie ma nic
poza tym. Roznica dotyczy przedmiotu decyzji sadu i srodkow odwolawczych - na
postanowienia przysluguje osobie wystepujacej przed sadem ZAZALENIE, od wyroku
trzeba sie ODWOLYWAC (np do sadu wyzszej instancji).
Sprawa o rozwod jest normalnym procesem, toczacym sie przed sadem (tu:
rodzinnym)- nawet jesli obie strony zgodnie o rozwod wnioskuja. Reguluja te
materie przepisy KODEKSU POSTEPOWANIA CYWILNEGO. Orzeczenie sadu o rozwodzie ma
wiec oczywiscie postać WYROKU - sad po zapoznaniu sie z materialem dowodowym
(gdyz trzeba dowiesc zupelnego i trwalego rozkladu malzenstwa)WYROKUJE o
ustaniu badz o nieustaniu malzenstwa.
Zob. przepisy art. 316 oraz art. 425 - 446 KPC.

Z analizy tylko samych przepisów KODEKSU RODZINNEGO I OPIEKUNCZEGO nie mozna
jasno wywnioskowac, czy polskie prawo rodzinne dopuszcza ponowne wstapienie w
zwiazek malzenski przez osoby juz raz ZE SOBA rozwiedzione. Mi osobiscie wydaje
sie to jednak sprzeczne z zasadami wspolzycia spolecznego i naraza na szwank
autorytet WYROKU sadowego. Niemniej jednak sprawy podobne naleza zapewne do
niezmiernie rzadkich i tu nalezy szukac przyczyn tak niejednoznacznego ich
uregulowania przez prawodawce.
Zwiazek malzenski nie jest tylko zwykla umowa zawierana przez podmioty prawa
cywilnego. Gdyby tak bylo, modyfikacje zobowiazan wynikajacych ze stosunku
malzenstwa, z jego rozwiazaniem wlacznie, bylyby mozliwe bez posrednictwa sadu.
Jezeli zatem osoba pozostajaca w zwiazku malzenskim decyduje sie wniesc pozew
do sadu o stwierdzenie jego ustania, zaklada sie ze nie bedzie rowniez w
przyszlosci miala zamiaru wstapic w zwiazek malzenski z ta sama osoba.
Jak napisalam powyzej - brak jest jednoznacznego uregulowania tej kwestii w
KRO, zapewne dlatego, ze sytuacje podobne zdarzaja sie niezmiernie rzadko i z
reguly nie sa prawnie finalizowane.




Temat: jak zachęcić byłego męża do kontaktów z synami
zielonaorchidea napisała:

> Mąz opuscił dom a ja zabiegałam (...)
> Przypominałam (..)
> spakowalam (...) pomoglam rozliczyc podatki,
> tlumaczylam zasady prowadzenia książek podatkowych (...)
> Nadal pilnuje jego spraw on nie ma na to czasu. (...)

Kobieto! Toż w takim razie on ma słodkie życie ze swoją laską i na wszelki
wypadek zaplecze logistyczne u Ciebie! Uwaga, będę brutalny: Na głowę upadłaś!
DOKRĘĆ MU ŚRUBĘ!

> Mimo ze odszedł do dziewczyny o ponad
> 20 lat młodszej ode mnie jestem to w stanie zrozumieć i wybaczyć

Wybacza się temu, kto żałuje za popełnione zło i obiecuje poprawę. A on żałuje i
się poprawia?

> Oczywiście podatków za 2008 r. już za niego nie
> rozliczę. Kolejną poczte pakuje teraz w paczkę i przekazuję przez znajomą.

Widzimy światełko w tunelu
Nie przekazuj, tylko niech _on_ złoży na poczcie polecenie przekierowania poczty
na nowy adres (uwaga: działa przez 3 miesiące a nie bezterminowo)

> w odpowiedzi na mój pozew o separacje wnióśł o rozwód na co ja
> zgodziłam się na sprawie. W sumie to tylko papier i jaki on może miec znaczenie

Powiem ci jakie:
Art. 60. § 1. krio:
"Małżonek rozwiedziony, który nie został uznany za wyłącznie winnego rozkładu
pożycia i który znajduje się w niedostatku, może żądać od drugiego małżonka
rozwiedzionego dostarczania środków utrzymania w zakresie odpowiadającym
usprawiedliwionym potrzebom uprawnionego oraz możliwościom zarobkowym i
majątkowym zobowiązanego."

Czyli: jeśli mu się noga w interesach powinie (a powinie, jak przestaniesz
pilnować jego spraw), i zbiednieje, to może wnieść o alimenty od ciebie. Czy sąd
je zasądzi to inna sprawa, ale czy masz za dużo pieniędzy i czasu, żeby się
jeszcze po sądach ciągać?

> Panowie, czy radzicie dać sobie spokój i nie zabiegać o kontakty synów z
> teściową.

Moim zdaniem, jeżeli synowie sami nie wykażą, czy nie wykazują takich chęci, to
możesz raz czy dwa sprobować pogadać z nimi o tym, ale jeśli nie zechcą to już
nic więcej nie zrobisz

> Zupelnie nie rozumiem świata.

Witaj w klubie...




Temat: mam dość-przemoc psychiczna
Magda! Czytając Twoją wypowiedź, widzę siebie. Mój mąż również realizuje swoje
hobby typu-laptop, aparat cyfrowy z 8 tys., umiłowanie drogich ciuszków,
oczywiście, ja niczego nie potrzebuję, bo nie pracuję. A nie pracuję, bo na
poczatku tak się umówiliśmy-on pływa i zarabia, ja wychowuję dzieci. Z tej umowy
pozostało mi tylko finansowe uzależnienie, którego nie dałam rady przerwać, bo
jedno z dzieci nie mogło isć do przedszkola, mojej mamy nie dopuszczał do
wnuków, sam się synami tak "opiekował", że bałam się nawet na 5 minut ich
zostawić z nim w domu. Znajomych albo poobrażał, albo dał im do zrozumienia, że
niemile są widziani w naszym domu. To samo z rodziną (moją i jego). Czuję się
przez to jak w klatce. Prosiłam go niedawno o pieniądze na 2-letnie studium, ale
oczywiście odmówił. Pieniądze ma na swoich kontach, których numerów nawet nie
znam.Czuję, że ta szkoła to ostatnia szansa na uniezależnienie się od niego.
Byłabym skłonna złożyć wniosek o rozwód lub separację, ale on straszy, że
przepisze konta na braci, kolegów i nic nie dostanę, nawet jak sąd mi coś
przyzna. Gdybym tylko znała sposób, jak można zablokować jego konta do czasu
podziału, to nie czekałabym z pozwem ani minuty. Ty i tak masz szczęście, że
masz te 1200 zł.Dostałabyś alimenty, wynajęła pokój(mieszkanie jest twoje, z
tego co piszesz, tak wynika). Nasze mieszkanie jest wspólne, nabyte w trakcie
trwania małżeństwa. Spółdzielcze, co prawda, nie własnościowe, ale tak łatwo bym
go z niego nie wyprowadziła. Może odezwie się do mnie ktoś, kto orientuje się,
jak mozna taki problem rozwiązać. Mój mąż na kontach ma mnóstwo pieniędzy-
pracuje na kontraktach, zarabia około 27800USD. To, co dostaję na życie, to
minimum socjalne- pilnie przez niego przestrzegane na podstawie wiadomosci w
gazetach. Magdo, moja wypowiedź na pewno Cię nie pocieszyła, ale naprawdę, jeśli
masz jakiekolwiek swoje dochody i prawo do mieszkania, to nie zastanawiaj się za
długo. Ja czekałam na jakiś cud i poprawę, a jest coraz gorzej. teraz mam 46 lat
i czuję, że przegrałam życie. Mimo to, myślę o zmianie, chociaż czuję się taka
bezsilna i nie wiem jak to zrobić. Przeraża mnie perspektywa wojny z tym
człowiekiem. Wystarczy, że widzę te jego nienawistne spojrzenie, gesty, gdy mnie
mija- mam wrażenie, że chciałby mnie sobą staranować. I ciągle jakieś uwagi,
mające wykazać moją indolencję w jakiejś dziedzinie. Wyobraź sobie, że ostanio
kazał mi się cofnąć do podstawówki, bo napisałam nazwę ulicy wielką
literą(według niego pisze się małą) I nawet, jak mu to udowodnisz, to mówi, że
"głupki piszą słowniki". Życzę Ci dużo szczęścia!!!



Temat: Niby-prokobiece sady
konkubinka napisała:

> tak a propos , czy wiesz ze zaczelismy w sadzie stosowac metode nastepujaca:w
> pierwszym punkcie kazdego wniosku pisalismy ze wnosimy o to aby sad zapoznal
> sie z uzasadnieniem wniosku dokladnie .Paranoja prawda?

Paranoja. Zupelna Przeciez to powinno byc oczywiste. I wiesz ja balabym sie
chyba zaryzykowac z czyms takim, bo wiadomo, ze takiego "wszechwladnego"
sedziego to moze urazic i moze sie wlasnie na wstepie do Was negatywnie nastwic.

> Co do sedziego - wlasnie , moze jest tak ze jest wiecej sedzin i dlatego
> panuje ta prokobiecosc , moze gdyby bylo bardziej po rowno kobiet i mezczyzn
> w sadach byliby bardziej obiektywni...

Mi sie wydaje, ze to nie zalezy od proporcji kobiet i mezczyzn, tylko do
czlowieka i jego osobistych przekonan, od tego z czym zetknal sie w prywantym
zyciu i nieumiejetnosci oddzielenia tego od faktow i odniesienia sie do
konkretnej sprawy.
Bo wyobrazmy sobie, ze corka sedziego sie rozwiodla i jej ex to kawal drania,
zapomnial o dziecku nie placi aliemntow, taka sedzina patrzy przez pryzmat
swojego zycia, zle na facetow po rozwodach. Ale jesli syn sedziego jest po
rozwodzie i np. ex mazlonka zlozy pozew o podwyzszenie aliemntow, to on
prowadzac sprawe pomysli na niekorzys jakiejsc matki (niekoniecznie slusznie),
nie podwyzsze.
Ale to taka moje teoria, niekoniecznie prawdziwa ))

> Choc moj przypadek jest odwrotny bo ja zostalam
> potraktowana beznadziejnie przez sedzine.

Ja za kazdym razem trafialam na facetow i przy rozwodzie i przy sprawie o
obnizenie alimentow. Rozwod byl bez orzekania o winie, bez podzialu majatku,
wiec wiekszych perturbacji nie bylo, punktem spornym byly oczywiscie alimenty.
Nie zasadzono kokosow i na dodatek obciazono mnie niepracujaca kosztami
sadowymi w 1/3.
Ale na sprawie o obnizenie alimentow bylam pod wrazeniem dokladnosci sedziego.
Po pierwszej rozprawie bylam pewna, ze je obniza, ze sedzia trzyma strone exa i
ze nie mam zadnych szans. Ale sedza drazyl temat, na drugiej rozprawie
przylapal mojego exa na klamstwie (twierdzil, ze nadal spalaca jeden kredyt, a
okazalo sie ,ze byl on juz kilka miesiecy wczesniej splacony) i wtedy zaczal
sprawdzac wszystkie informacje jeszcze raz. Po drugiej rozprawie zobaczylam
swiatelko w tunelu. A na trzeciej rozprawie, jak moj ex wyskoczyl z tekstem o
swoim dziecku "dziecko pozwanej" sedzia dal mu dokonczyc wywod i wyprosil nas,
po czym oddalono powodztwo. I musze przyznac, ze zaimponowal mi, bo liczylo sie
kazde slowo i nie byl ani na wstepie prokobiecy, ani promeski (choc przez
chwile mialam takie wrazenie). Wyrabial sobie zdanie powoli.

Pozdrawiam




Temat: Cześć :-)
I juz czerwiec... jakies nowiny?
Haje, dziewczynki,
Juz wyladowalam po deszczowym urlopiku w Polsce. Teraz slonce wali mi po oknach
biura i marze zeby sie tylko stad wydostac... ;o)... Przyznam sie, ze liczylam
na dlugie czytanie postow i nowinki ze swiata super kobitek z pozakrecanym
zaciem.. a Tu tylko jedna wiadomosc od Kasi... hmm... no to ja mam nowe
informacje... co prawda nie tak wybuchowe jak ino, i tylko planowe, ale
przynajmniej ulozyla nam sie sciezka dzialania... ;o9:
Kolejny kolega skonsultowany - tam razem w PL - w naszej sprawie twierdzi,
ze "spokojnie" uda sie uzyskac rozwod w Polsce, bo taki brak pozycia i
porzucenie wraz z uprowadzeniem dziecka to powinien byc wystarczajacy
argument... Tez sie optymistycznie wypowiadal o mozliwosci uniewaznienia slubu
koscielnego, tylko radzil zaczekac jeszcze kilka miesiecy, (argument rozsadny,
ale nawet na forum nie moge wyjawic).... Nie mogl moj ukochany jeszcze zlozyc
pozwu, bo dokumenty (akt slubu itd) zostawil w domu, wiec niestety bedzie
trzeby czekac do nastepnego kursu do Polski (i to kilkudniowego). Wiec w
wariancie optymistycznym lipiec, w pesymistycznym moze dopiero sierpien a nawet
pazdziernik.... Bardzo mnie korci, zeby mego chlopa w tym pogonic, ale nie chce
tez by sie czul ze to ja dzialam... Postaram sie mu zaufac ze przypilnuje zeby
to bylo jak najszybciej... - pwenie i tak sad w sierpniu nic nie zrobi a przez
wakacje moze sprawe zgubic.. hmm....
Pytanie tylko, ile to wszystko moze potrwac...
Na poczatku jak sie dowiedzialam to dalam mu czas do lutego 2007. chcialabym
zeby do tego czasu przynajmniej byla wyklarowana sytuacja... ;o)
Na urlopie (2 dni) w Zakopanem nawet mnie juz moj kochas podpytywal, ilu
bedziemy na wesele zapraszac gosci (no i sie przerazil iloscia skladu
rodzinnego i przyjacielskiego..hihi) ale bardziej na zarty sie przerazil....
Caly czas sie upewnia, czy na pewno bede zawsze Jego itd, wiec patrze w
przyszlosc dosc optymistycznie....
W tej chwili bycie zona jakos nie wydaje mi sie szczytem szczescia... hihihi...
Jestem szczesliwa teraz i mam na co czekac.. a potem to patrzac na fora o
malzenstwie to tylko klopoty... hihihi.....;o)

Zzera mnie ciekawosc, co tam u IWET... jakos zamilkla.... a jak to zwykle
ciekawosc, bedzie nagrodzona tak, ze Iwet napisze, ze troche sie posuneli,
ustalili wspolny cel... ale tez bez rewolucji, ze np. przekupil sedziego
cywilnego i ma juz papier.....szkoda... ;o)....

Odnaleziona? A jak z wasza sprawa?... Jakis termin rozprawy moze? hmm?... to
juz min miesiac minal, prawda? (cza tez jestem zbyt optymistyczna w
postrzeganiu mozliwego tempa dzialania sadow?
;o)

Pozdrawiam was wszystkie serdecznie...
Wiktoria




Temat: A może najlepiej na mieście
chalsia napisała:
> Jestem w 85% przekonana,że mój eks to samo do mnie czuje (nienawiść) i tak
samo
>
> o mnie myśli jak Twój małż o swojej eks. I bardzo prawdopodobne jest, że mój
> synek nie będzie miał kontaktu ze swoim ojcem.
Chalsiu, a ja jestem w 90% przekonana, że twój ex przypomina naszą ex, tylko
innej płci. Argumenty padają te same, no i podział ról na męskie i żeńskie. Ale
jestem prawie pewna, że osoba, którą znam z forum, znam jej sposób myślenia,
wiem, że opinie są szczere, bo historia nie "sypie się", a wszystkie wypowiedzi
składają na spójną całość, jest osobą dość trzeźwo podchodzącą do życia,
szukającą punktów wspólnych z parnerem rozmowy, szukającą dobra dziecka a nie
własnej wygranej.
Taki sam jest mój mąż, spokojny, raczej trzeźwo podchodzący do życia, trochę
uparty ale dobry i wrażliwy.
Od początku natomiast miałam wrażenie, że to Twój mąż prowadzi ambicjonalną
rozgrywakę. Nie chciałam o tym pisać, bo pakowanie się z butami do cudzego
życia wiążę się jednak z odpowiedzialnością za słowo. Co, jeśli mnie
posłuchasz, albo zasugerujesz się opinią, a ja nie mam racji, bo mam za mało
danych...
Ale tak szczerze, to jestem przekonana, że jesteś podobną osobą co mój mąż,
tylko płeć inna i niestety trafiłaś na podobnego partnera.
Taka sama jest sytuacja Mag, nawet widziałam jak pisałyście że macie tego
samego exa. Mnie kiedyś nie mieściłoby się w głowie, że facet też może czuć jak
wy i może być poddawany podobnym manipulacjom, ale uwierz - może.
Czy ososba taka jak ty uciekłaby od męża - najpierw zastanowiła by się co to
przyniesie,
Czy wniosłaby pozew o rozwód, nie chcąc rozwodu tylko wygranej - nie. Osoba
taka jak ty czy ja, jak wnosi pozew o rozwód, to dlatego, że na ten rozwód się
zdecydowała. I mój chłop ma podobnie. I miał też podobną do waszych ex, tylko
że innej płci. No i teraz mamy to co mamy.
Nie chciałam pisać o ex, bo jak powiedziałam to nie moja historia, ale jak
widać nie dało się.
>
> Dużo podobieństw. Tylko Ty i ja z dwóch różnych perspektyw.
Tak, ale to nie tylko różna perspektywa ale kłopot z określeniem tego, kto
faktycznie w związku jest egoistyczny, nastawiony na realizacje własnych
ambicji, zdecydowany na walkę o panowanie niezależnie od szkód które wyrządza
pod drodze. W związku mojego małża była to kobieta, w Twoim zwiazku mam
wrażenie, że jest to facet. I tak samo jak o Tobie mogę coś powiedzieć, choć
niewiele, bo znam tylko wypowiedzi na forum, tak mogę powiedzieć o chłopie, a
że teksty padają te same - u ciebie pewnie od chłopa padają, u mojego padały z
ust byłej. Więc to nie jest ta sama sytuacja tylko innymi oczyma oglądana. To
podobna sytaucja, która pokazuje, że ludzie mogą być samolubni i egocentryczni
niezależnie od płci.
A to, że matka chce zawsze dobrze dla dziecka to też nie prawda, czasem chce
dobrze dla siebie samej, używajac tylko dziecka jako narzędzia. Podobnie jak
nie prawdą jest, że ojciec zawsze chce dobrze dla dziecka, czasem bowiem chce
dobrze tylko dla siebie, choć gembę ma pełną frazesów.




Temat: Jak sie rozwiesc????
Krok pierwszy: piszesz pozew rozwodowy. Masz do wyboru pozew o rozwod z
orzeczeniem winy męża lub bez orzekania o winie. W przypadku drugiej wersji,
jeśli mąż też tego chce, sprawa jest krótsza, a co za tym idzie tańsza. W
przypadku nie orzekania o winie koszty są dzielone na pół między małżonkami, w
przypadku orzeczenia winy - koszty ponosi strona winna rozpadowi mlżeństwa.
W pozwie piszesz kto jest powodem (czyli ty), kto pozwanym (czyli mąż),
podajesz nazwiska i adresy stron, następnie piszesz o co występujesz, tzn. że o
rozwód np. bez orzekania o winie, o alimenty, o przyznanie tobie opieki nad
dziećmi, piszesz wszystko czego się domagasz. Potem to uzasadniasz. W kwestii
alimentów piszesz o jaką kwotę występujesz, popierasz to kosztami ponoszonymi
na wychowanie dziecka, piszesz ysokośc swoich zarobków i męża (jeśli znasz albo
przypuszczasz). Najlepiej znajdź wzory pozwów na necie. Pozew piszesz w trzech
egzemplarzach. Do pozwu dołączasz: skrócony odpis aktu małżeństwa, skrócone
odpisy aktów urodzenia dzieci, zaświadczenie z zakładu pracy o zarobkach. Jesli
nie pracujesz też o tym piszesz.

Krok drugi: pozew (3 szt) + akty + zaświadczenie skladasz w biurze podawczym
Sądu Okręgowego w miejscu w którym mieszkacie. W biurze jeden egzemplarz pozwu
jest stemplowany o oddawany tobie, drugi będzie przesłany mężowi, trzeci jest
dla sądu.

Krok trzeci: po jakimś czasie (ok. 2 tyg.) dostajesz z sądu wezwanie do
uiszczenia tzw. wpisu tymczasowego, czyli opłaty bez której sprawa się nie
zacznie. Wysokość wpisu jest ustalana indywidualnie i zależy w dużej mierze od
twoich zarobków, jej granice to 30 - 600 zł. Wpis tymczasowy ponosi powód,
czyli ty. Natomiast po zakończeniu sprawy sąd ustala wysokość wpisu
tymczasowego. Moze sie zawrzeć we wpisie tymczasowym, albo być niewiele wyższy,
może byc też dość wysoki, zależy ile było spraw, wezwań świadków, opinii
biegłych - to zależy czy domagasz się rozwodu z orzeczeniem winy, bo wtedy winę
trzeba udowodnić a to są koszty.

Krok czwarty: po wniesieniu opłaty czekasz jakieś minimum 2-3 miesiące na
pierwszą rozprawę, tzw. pojednawczą. Trwa jakieś 10 min. Sąd pyta czy nie
zmieniłaś zdania i czy podtrzymujesz chęć rozwodu.

Krok czwarty: właściwa rozprawa, może się na niej skończyć, a może byc ich
kilka. Z reguły czekasz na nią nawet do pół roku od pierwszej, choc zdarza się
i krócej. Podczas rozprawy sąd musi ustalić, że nastąpił trwały rozkład pozycia
małżeńskiego. Jego warunkiem jest ustanie więzi uczuciowej, ekonomicznej
(prowadzenie wspólnego gospodarstwa), fizycznej. Natomiast nie oznacza to że
musicie mieszkać oddzielnie, choc pewnie jest to ułatwienie tej decyzji. Musisz
byc zdecydowana, mówic ze nie widzisz szans na wasze zejście się, bo
najmniejsza wątpliwość dla sądu w tej kwestii moze spowodować znaczne
odroczenie sprawy z racji potencjalnej szansy na odbudowanie związku. Zapadaja
wtedy ustalenia co do miejsca pobytu dzieci (z reguły przy matce, chyba że mąż
chce zabrać dzieci a ty się zgadzasz), wysokości alimentów, warunków kontaktów
z dziećmi drugiej strony. Nie zapadają natomiast ustalenia dotyczące podzialu
majątku, jeśli opóźniałoby to zakończenie sprawy. Najlepiej w tej kwestii sie
dogadać przed rozwodem I sprzedać co jest niepodzielne a kasę podzielić. Sprawy
o podzial majątku są bowiem dość kosztowne.

napisz co jeszcze chcesz wiedzieć




Temat: Jeszcze ja ...
oligarcha napisał:

> i jeszcze egoistyczna, kpiąca i ironiczna... Może normalnie porozmawiasz ze
> swoim eks.

Jak? Telepatycznie?

> A czy zastanowiłas sie kiedykolwiek, co czuje ojciec, który tak bardzo chciał
> miec normalne kontakty z dzieckiem, a które to kontakty zostały przez ciebie
> ograniczone do wizyt w twoim domu, w twoim towarzystwie... Doskonale wiesz
> jaką nienawiscią do siebie pałacie... Spotkania z dzieckiem w takiej
atmoserze
> to chyba nie jest dobry pomysł...

Nie wiem co czuje. Skoro nie odpowiadala mu decyzja sadu ustalajaca zasady
kontkatow z dzieckiem, dlaczego nie staral sie jej zmienic? Dlaczego nie
protestowal w sadzei? Ja nie wiem co on do mnie czuje, ja na pewno nie "palam
nienawiscia". Ostatnio widzielismy sie w lutym, w sadzie. Jakos po wyjsciu z
budynku nie udawalismy, ze sie nie znamy, przeszlismy sie razem kawalek,
pogadalismy, posmialismy sie nawet z czegos. Atmosfera podczas jego wizyt u nas
byla normalna - szlismy we trojke na spacer zazwyczaj, zeby chlopaki mogli
sobie swobodnie pogadac.
>
> A jak cierpi ojciec, który tego dziecka w koncu tez nie widział???

A kto mu bronil zobaczyc?

> romans powiadasz??? Myślę, ze mijasz się z prawdą... Twój eks związał się z
> Dominiką po rozstaniu z tobą i ich zwiazek nie był przyczyną rozpadu
> małzeństwa, lecz jego skutkiem!!!

Daty? Prosze bardzo: lipiec/sierpien rozpoczal sie ich zwiazek. Polowa
sierpnia - wyprowadzam sie. Poczatek wrzesnia - skladam pozew o rozwod. Jezusie
Nazarejski, to nawet eks w rozmowie ze mna nie zaprzeczal tym faktom. Rozwod
tez bezproblemowo uzyskalam z jego winy. Dla mnie to naprawde nie ma teraz
znaczenia. Sadze, ze Dominice zrobiloby sie co najmniej niewyraznie, gdybym
zaczela tu wyciagac sprawy sprzed trzech lat. Przeciez to teraz nie ma
najmnijeszgo znaczenia.

> Jakaz zmiana tonu!!! Czy potrafisz do niego napisać w tonie podobnym do tego,
> którym pisałaś do konkubinki???

A po cholere ja mam do niego pisac? To ponoc on ma do mnie sprawe a nie ja do
niego.

>Czy potrafisz na moment chociaż zapomnieć o
> tym, co was dzieli i pomyslec o tym (kimś) co was łączy??? Czy pozwolisz mu
> (synkowi) spędzić swięta z bliskimi???

Jasne. Od trzech lat spedza swieta z bliskimi.

> Daj im szansę odbudować to co zostało zburzone, nieoglądając sie na wyroki
> sądowe. A co do twoich przyjazdów do wawki, to też jest okazja do tego aby
się
> spotkali.

Luuuudzie! Mam zrywac dzieciaka o 4 rano, wlec go pociagiem 3,5 godziny, dac
tatusiowi, zeby sie nim nacieszyl, po czym znowu zrywac go skoro swit i
zabierac do domu?

>I jeżeli nie jestes egoistką i rozumiesz jego trudną sytuację
> wycofaj wniosek o pozbawienie praw rodzicielskich... To z twojej strony
będzie
> olbrzymi gest dobrej woli. Jak to nie pomoże, możesz wtedy wycierac nim nawet
> podłogę... ja nie zaprotestuję!!!

A propos wniosku - rozmawialam o tym z Dominika w sierpniu. Przekazalam przez
nia panu Zbigniewowi, ze czekam miesiac, do konca wrzesnia, na jakakolwiek
probe kontaktu z malym. Nie doczekalam sie, sprawa jest zamknieta. Coscie sie
tak kolezanko przyczepily akurat do tego wniosku? Moze to i nie brzmi
najlepiej, ze ktos jest pozbawiony wladzy rodziecielskiej, ale po raz n-ty
oswiadczam - to nie ma nic wspolnego z zakazem kontaktow, Boze bron. Wyjasnie
to krotko:
odbywa sie sprawa>zostaje pozbawiony wladzy rodzicielskiej>sklada wniosek do
sadu o ponowne ustalenie zasad kontaktow z dzieckiem>ma je ustalone>odwiedza
Kube i tak kiedy chce, bo ja sie moge dostosowac>albo nie odwiedza>bo tak to
sie jak zwykle skonczy

Czy ja moge miec nadzieje, ze to w koncu EOT?




Temat: Przez was niemal rozpadło się moje małżeństwo.
Gość portalu: bn napisał(a):

> Nigdzie nie napisałam, ze domagam sie bezwzględnej wierności. Zdrady sie
> zdarzają. I są ich różne podłoża. I nawet jeśli sie jest zdradzonym to nie
> należy od razu skreślać drugiego czlowieka.

Przecież o to właśnie pytam. Wyobraź sobie, że mężczyzna, pozostający w
satysfakcjonującym związku, nasłuchał się od kolegów w pracy, że jest frajerem,
i pantoflarzem, skoro nie chce "używać życia" i mieć kochanki. W koncu złamał
się i przy nadarzającej się okazji zdradził. Żona, dowiedziawszy się o tym,
odeszła od niego, zażądała rozwodu i opisała swoją historię na
forum "feminizm". :-) Czy oceniłabyś jej decyzję podobnie, jak czynisz to
teraz? Zarzuciłabyś jej, że potraktowała partnera jak przedmiot, że na pewno go
nie kochała, że powinna w imię miłości zrozumieć, pogodzić się z tą sytuacją i
iść na kompromis? Jemu zaś przypisałabyś "jakąś tam część winy"?

> Ok, umowa jest umową. Ale małżeństwo jest przede wszystkim związkiem
> kochających sie ludzi. A kochający sie ludzie dążą do obopólnego szczęścia, a
> nie wprasowywują partnera w swój wymarzony świat. Ale ok, jeśli małżęństwo
> jest tylko umową, gdzie nie ma miejsca na miłość, to masz racje ona złamała
> zasady i trzeba by było sie z nią rozwieść.

Wcale nie twierdzę, że trzeba. Nic takiego nie napisałem. W końcu ludzie
czasami zdradzają się, a jednak pozostają razem.
Pytam się o to, czy Twoja reakcja w przypadku sytuacji wymyślonej przeze mnie
byłaby taka sama, jak w sytuacji wy...szczególnionej przez Zarozumialca. ;-)

> Ale to nie są wspólnicy prowadzący biznes, tylko kochająca sie para. I jeśli
> jej decyzja miała skończyść sie takimi konsekwencjami (że nie sa razem), to
> jak dla mnie jest to troche nie tak.

Bo też nie jest to sytuacja kryształowo czysta. Zastanów się jednak, czy masz
prawo tylko z tego powodu potępiać Zarozumialca i czy tak samo potępiłabyś
żonę, która odchodzi od męża po jego zdradzie?

> Nie, nie ma sztywnej zasady wierności. nie zdradam, bo kocham, a nie dlatego,
> że jest jakaś zasada czy reguła. I nie chodzi o to, że nie mam na to ochoty,
> tylko wiem, że jeśli zdradze mojego męża to bardzo go zranie. A ostanią
> rzeczą na swiecie jest chęć uczynienia mu przykrości.

No widzisz. Przecież ona doskonale wiedziała, że idąc za podszeptami koleżanek
i przedkładając pracę nad dotychczasowy tryb życia zrani męża, a jednak nie
powstrzymało jej to przed wykonaniem tego kroku. Może zatem coś jest nie tak z
jej miłością?

> a więc ja nie umawiam sie z partnerem "nie zdradzamy sie. a jeśli którekolwiek
> zdradzi to rozwód. bezwzględnie".

To byłoby dokładnie tak, jak w tym dowcipie: "Jeśli któreś z nas umrze, to ja
wracam do mamy".

> Nie zdradzamy sie, bo sie kochamy, a nie dlatego, że sa jakieś zasady. I
> jeśli kiedykolwiek dojdzie do zdrady (zwłaszcza takiej "chwili zapomnienia")
> to dużo o tym bedziemy rozmawiać nim dojdzie do rozwodu- bo za dużo byśmy
> tracili zostawiając siebie. A wiec nadal twierdze, że ok, być może ona
> złamała ich zasady. Ale też twierdze, że on nie kocha jej, tylko jakąś
> wymyśloną kobiete. Bo to, że ona nie chciała tylko siedziec w domu nie jest
> powodem do rozwodu. bo w końcu kochał ją czy kogos kogo sobie wymyśłił, a ona
> przestała pasowac do schematu?

Przestała pasować do schematu? A może on w ten sposób uratował ich małżeństwo?
Dla ciebie samo złożenie pozwu o rozwód dowodzi braku miłości? Będę uparty i
wrócę do własnej historyjki. Mężczyzna zdradza żonę, ale nie chce od niej
odejść, ponieważ z różnych przyczyn jest mu tak wygodnie. Żona postanawia
zacisnąć zęby i pogodzić się z tym. Ciągnie się to przez kilka lat, temperatura
uczuć między nimi staje się coraz niższa, aż pozostaje tylko chłód. W końcu
siłą rzeczy sprawa kończy się rozwodem i występuje o niego nie ona, ale on,
dochodząc do wniosku, że właściwie nic ich już nie łączy, a sytuacja w domu
stała się nie do zniesienia.
Czy nie lepszym scenariuszem jest ten, w którym żona wystepuje o rozwód póki
jeszcze miłość nie wygasła, licząc na jego otrzeźwienie? Będziesz ją za to
potępiać?



Temat: Co powinna zrobić Paula
Gość portalu: somrerro napisał(a):

> Chciałabym prosic Was o opinie i informacje, jak powinna postąpićmoja
> znajoma, która znalazła się w następującej sytuacji: Znajoma, nazwijmy ją
> Paula, nie pracuje zawodowo od wielu lat, cały swój czas poświęciła dzieciom
> i domowi. Jej mąż (mają trójke dzieci w wieku 5, 8 i 11 lat) wyprowadził sie
> z domu i zamieszkał u mamusi.
> Uprzednio, jeszcze mieszkając z nimi, równologle spotykał się z inną kobietą,
> oszukując żonę, ale w końcu z tą inną się rozstał. Obecnie on, powiedzmy
> Grześ, łoży na utrzymanie dzieci, spotyka się z nimi kilka razy w tygodniu,
> przy czym
> w domu zachowuje się jakby uważał, że ma nadal wszystkie prawa męża –
> przychodzi kiedy chce, zachowuje się jak u siebie w domu, na prośby np. o
> ściszenie muzyki odpowiada – to moje mieszkanie, mogę tu robić co chcę.
> Nie
> pyta Pauli o jej plany, wkracza w sobotę i oznajmia że ma taki a taki pomysł
> na dzień - dzieci są rozdarte, bo tato jest atrakcją, wymysla ciekawe
> wyprawy, a mama tylko je prowadza do szkoły, odrabia z nimi lekcje, karmi,
> czyta ksiazki na dobranoc, wymaga i wychowuje, a ponieważ nie ma własnych
> pieniędzy, może im zaproponować tylko spacer pod blokiem lub wycieczkę
> autobusem do lasu. Kiedy Paula próbuje jakoś zwrócić mu uwagę, że chiała
> robić coś innego, że powinien wcześniej uzgodnić z nią, kiedy ma zabrać
> dzieci, reakcja jest nerwowa : „Tylko spróbuj odgrodzić mnie od dzieci.
> Nie
> zaczynaj wojny, bo zobaczysz.” Paula nie chce Grzesiowi zabronić dostęou
> do
> dzieci, chciałaby tylko, żeby uwzględnił jej elementarne prawa. Niestety,
> Grześ, człowiek w innych sytuacja kulturalny i zrównoważony, w relacji do
> ciągle jeszcze żony (w świetle prawa już tylko), wykazuje się chwiejnością
> emocjonalną, raz na nią krzyczy a raz przeprasza, utrzymuje ją finansowa, a
> nie szanuje.
> Chciałabym jakoś doradzić Pauli, może powinna podjąć jakieś radykalne kroki
&#
> 8211;
> wnieść pozew o rozwód, czy co.
> Nie ma ona pojęcia czy prawo byłoby po jej stronie, a ja też nie bardzo sięw
> tym orientuję bo nie mam znajomych, którzy by się rozwodzili, ani
> doświadczenia w „grzebaniu” w aktach prawnych.
>

Powinna wnieść do Sądu Okręgowego wniosek o przeprowadzenie postępowania
rozwodowego, wraz z żądaniem określenia wysokości alimentów, zarówno dla dzieci
jak i ........ dla samej siebie. Kodeks Rodzinny i Opiekuńczy stanowi bowiem
wyraźnie, że w przypadku rozpadu małżeństwa, winny rozpadu małżonek ma
obowiązek (w przypadku wystąpienia z takim roszczeniem przez stronę
pokrzywdzoną) łożyć na utrzymanie byłego współmałżonka o ile pozostaje on w
niedostatku lub w sposób wyraźny rozwód wpłynął na obniżenie jego stopy
życiowej. Niestety rozwodzący się w Polsce małżonkowie bardzo rzadko korzystają
z tego prawa, bo...... o nim nie wiedzą.

Tak więc wniosek o rozwód (z orzeczeniem winy) z żądaniem ustalenia wysokości
alimentów na dzieci i na siebie.

Sprawy rozwodowe, w których sąd zmuszony jest do wydania postanowienia z
orzeczeniem winy są jednak trudniejsze niż te sprawy, w których małżonkowie
chcą dobrowolnie rozstać się nie orzekając o winie którejkolwiek ze stron
(postępowanie wyjaśniające i dowodowe).

p.




Temat: Jeszcze ja ...
kamila77 napisała:

> Jestem uparta, fakt. Złośliwa bywam, fakt.

i jeszcze egoistyczna, kpiąca i ironiczna... Może normalnie porozmawiasz ze
swoim eks.

>Ale prosze, zrozumcie jedna wazna
> sprawe: ojciec mojego dziecka nigdy nie dotrzymywal obietnic zwiazanych z
> odwiedzinami u naszego dziecka. To nie jest kwestia jakichs sporow miedzy
mna,
> nim czy ewentualnie jeszcze Dominika i ich dzieckiem. To, ze do furii mnie
> doprowadzila jego wizyta u naszego dziecka po dwuletniej przerwie w
kontaktach,
>
> to tez fakt. I naprawde, nie chodzilo tu o sama probe odnowy tych kontaktow,
po
>
> ochlonieciu ucieszylam sie z tego. Myslicie, ze podczas rozmow z moim synem
o
> jego ojcu odczuwam jakas msciwa satysfakcje? Ze przyjemnie jest, kiedy widze
w
> jego oczach niewiare w moje slowa. kiedy po raz niewiemktory mowie "Tata
daleko
>
> mieszka, nie moze do ciebie przyjezdzac"?

A czy zastanowiłas sie kiedykolwiek, co czuje ojciec, który tak bardzo chciał
miec normalne kontakty z dzieckiem, a które to kontakty zostały przez ciebie
ograniczone do wizyt w twoim domu, w twoim towarzystwie... Doskonale wiesz
jaką nienawiscią do siebie pałacie... Spotkania z dzieckiem w takiej atmoserze
to chyba nie jest dobry pomysł...

> Moje dziecko ma swoje miejsce, ma spokoj. I to ja mu ten spokoj zapewniam.

A czy ty to wszystko???

Czy
> myslicie, ze dodatkowa porcje swietego spokoju zapewnia mu ojciec, ktory
zajrzy
>
> raz na rok lub dwa? Czy wy w ogole zdajecie sobie sprawe z tego, jak cierpi
> dziecko, ktore zobaczylo ojca po dwoch latach a potem znowu zostalo tego
> kontaktu pozbawione?

A jak cierpi ojciec, który tego dziecka w koncu tez nie widział???

Ktore uslyszalo od ojca "zadzwonie niedlugo" i do dzis na
> ten telefon czeka?
> Nie mam, konkubinko, za zle, ze sie wtracasz. Bo akurat Ty robisz to
> obiektywnie. Nie wiem, co ma znaczyc to "opamietaj sie, zacznij zyc nowym
> zyciem". Ja zaczelam nowe zycie trzy lata temu, kiedy moja reakcja na romans
> Dominiki z moim męzem byl pozew o rozwod.

romans powiadasz??? Myślę, ze mijasz się z prawdą... Twój eks związał się z
Dominiką po rozstaniu z tobą i ich zwiazek nie był przyczyną rozpadu
małzeństwa, lecz jego skutkiem!!!

Cala ta historia byla dla mnie do
> niedawna absolutnie zamknieta przeszloscia. Do sierpnia, kiedysmy sie na
jednym
>
> z forow spotkaly z Dominika i to, co bylo zamkniete, ponownie sie otworzylo.
>
> Szanowny panie eksie!(bo ponoc zagladasz tu)
> Moze zamiast podgladac mnie tu forumowo, zadzwonisz i pogadasz? Dziecko nam,
> wyobraz sobie, podroslo, zmeznialo. Czasami o ciebie pyta. Rzadko bo rzadko,
> ale jednak.

Jakaz zmiana tonu!!! Czy potrafisz do niego napisać w tonie podobnym do tego,
którym pisałaś do konkubinki??? Czy potrafisz na moment chociaż zapomnieć o
tym, co was dzieli i pomyslec o tym (kimś) co was łączy??? Czy pozwolisz mu
(synkowi) spędzić swięta z bliskimi??? To wy oboje odpowiadacie za to, że te
kontakty wyglądają jak wyglądają!!! Daj mu szansę i pomyśl czasami o tym czego
pozbawiasz obu tych panów... Ze swojaj strony, jak znam Zbyszka, mogę
zapewnić, że jest świetnym tatą. Jego drugi synek po prostu za nim przepada!!!
Daj im szansę odbudować to co zostało zburzone, nieoglądając sie na wyroki
sądowe. A co do twoich przyjazdów do wawki, to też jest okazja do tego aby się
spotkali. I jeżeli nie jestes egoistką i rozumiesz jego trudną sytuację
wycofaj wniosek o pozbawienie praw rodzicielskich... To z twojej strony będzie
olbrzymi gest dobrej woli. Jak to nie pomoże, możesz wtedy wycierac nim nawet
podłogę... ja nie zaprotestuję!!!




Strona 3 z 4 • Znaleziono 201 rezultatów • 1, 2, 3, 4

© 2009 - Ceske - Sjezdovky .cz. Design downloaded from free website templates